O autorze
Jacek Sobczak jest Dyrektorem Biura Prawnego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego;
w latach 2012-2016 był Prezesem Zarządu w spółce celowej Synergia-WUM Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie, powołanej do komercjalizacji wyników prac B+R.
Jest radcą prawnym, zajmującym się m.in. problematyką ochrony własności intelektualnej.

Wspieranie innowacyjności, czyli mówienie o niczym.

W jednej ze scen w filmie „Moneyball", w reżyserii Benneta Millera (2011), główny bohater – Billy Beane (w tej roli Brad Pitt), jako dyrektor generalny drużyny baseballowej Oakland Athletics przekonuje jej działaczy i trenerów do nowatorskiej metody wykorzystania zaawansowanych analiz komputerowych, mających na celu rozpoznanie graczy i ich najlepszych cech indywidualnych. Kiedy ci nie są w stanie tego zrozumieć i przeciwstawiając swoje stare nawyki i przyzwyczajenia szkoleniowe pytają „o czym my tu mówimy?” nasz bohater odpowiada „o niczym”. Podobnie jest ze wspieraniem innowacyjności.

Powyższą analogię nasunęły mi dwie rzeczy: pierwsza, to nowy projekt ustawy z dnia 1.08.2017 r. o zmianie niektórych ustaw w celu poprawy otoczenia prawnego działalności innowacyjnej.
A druga, to nowy podręcznik NCBR pt.: „Diagnoza stanu transferu technologii za pośrednictwem spółek celowych wykorzystująca dotychczasowe doświadczenia z realizacji programu SPIN-TECH. Ewaluacja”, Warszawa, grudzień 2016.
To co zaskakuje w projekcie ustawy, to propozycja Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego, przyznania kuriozalnego uprawnienia spółkom celowym uczelni do prowadzenia, jako dodatkowej, działalności gospodarczej, ale różnej (!) od podstawowej działalność uczelni. Oznacza to, że spółki celowe uczelni nie będą mogły prowadzić działalności gospodarczej (zarobkowej) m.in. w zakresie badań naukowych i prac rozwojowych, świadczenia usług badawczych oraz transferu technologii. W konsekwencji pracownicy naukowi PJB nie będą mogli wspierać działalności tych spółek, jednocześnie rozwijając swój dorobek naukowy. Znamienne jest, że w uzasadnieniu do w/w projektu nie ma na ten temat słowa komentarza.
Pomijam tu kwestie wątpliwe, czyli jak ta propozycja ma się do zasady wolności i równości gospodarczej, wynikającej z przepisów o swobodzie działalności gospodarczej, bo przecież spółki celowe są osobami prawnymi wykonującymi we własnym imieniu działalność gospodarczą (czyli są przedsiębiorcami).
Symptomatyczny jest natomiast sposób patrzenia przez ustawodawcę na spółki celowe uczelni, które po raz pierwszy pojawiły się w polskim systemie prawnymi w 2011 r. i miały służyć ułatwieniu transferu wyników badań z uczelni do rynku i gospodarki, czyli – jakby nie było – wspierać rozwój innowacji w Polsce. Tamten ustawodawca postanowił, że uczelnia, w celu komercjalizacji wyników badań naukowych i prac rozwojowych tworzy spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością lub spółkę akcyjną, („spółką celową"), do zadań której należało w szczególności obejmowanie udziałów w spółkach kapitałowych lub tworzenie spółek kapitałowych, które powstają w celu wdrożenia wyników badań naukowych lub prac rozwojowych prowadzonych w uczelni. Tylko tyle i aż tyle.
Spółki celowe mogły zatem komercjalizować wyniki prac badawczych, bez niepotrzebnego od 2014 r. rozróżnienia na komercjalizację bezpośrednią i pośrednią (de facto źródło antagonizowania środowiska uczelni, w których występują centra transferu technologii). No i mogły prowadzić działalność gospodarczą, jakąkolwiek.
Obecny ustawodawca – w mojej ocenie – idzie w kierunku, gdzie celu szukać na próżno.
Ta sama propozycja ustawy zakłada ponadto, że uczelnie w drodze odpłatnej albo nieodpłatnej umowy będą mogły powierzyć spółkom celowym (oprócz zarządzania wynikami prac badawczych i know-how do komercjalizacji bezpośredniej) zarządzanie infrastrukturą badawczą. Dla niewtajemniczonych: zarządzanie infrastrukturą badawczą polega m.in. na umiejscowieniu sprzętu, instalacji sprzętu, zapewnieniu zasilania dla sprzętu, prowadzeniu dokumentacji elementów składowych sprzętu, etc. Czyli to wszystko co dzisiaj wykonują uczelniane działy aparatury (mające zasoby i kompetencje), a uczelnie zapewniają na to środki. Czy zlecą te czynności (odpłatnie?) swoim spółkom? Być może (nieodpłatnie), ale jak to się ma do wspierania innowacyjności?
Dlaczego zestawiam to z nową publikacją nakładem NCBR?
Wynika z niej bowiem, że spółki celowe, jak dotąd podejmowały działania związane z komercjalizacją koncentrując się przede wszystkim na komercjalizacji pośredniej czyli zakładaniu spółek typu spin off. Dla wielu z nich komercjalizacja (pośrednia i bezpośrednia) nie były jednak główną aktywnością względem całości działalności. Taki stan rzeczy jednak nie dziwi zważywszy na to, że utrzymanie kadry uzależnione jest od prowadzenia działalności usługowej, nieraz odległej od zadań związanych z samą komercjalizacją: w tym sprzedaż usług badawczych, usług doradczych, audytów, ekspertyz i inne działania, niezwiązane bezpośrednio z komercjalizacją tzw. twardej IP, czyli wąsko rozumianej technologii.
I rzeczywiście, co widać zwłaszcza w uczelniach, które nie identyfikują wartościowego IP do wdrożeń.
Moim zdaniem ustawodawca, jakby się obawiał czym są (mogą być) spółki celowe uczelni, no bo jak inaczej można odczytać propozycję zakazu prowadzenia przez nie określonego przedmiotu działalności gospodarczej?
W spółkach celowych, w których przedmiotach działalności znajdują się takie pozycje, jak: PKD 72 20 Z – badania naukowe i prace rozwojowe w dziedzinie nauk społecznych i humanistycznych, czy PKD 72 19 Z – badania naukowe i prace rozwojowe w dziedzinie pozostałych nauk przyrodniczych i technicznych, będzie to z kolei wymuszało zmianę ich aktów założycielskich, no a gdzie swoboda działalności gospodarczej? Ponadto organy administracji publicznej (np. Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego) mają wspierać rozwój przedsiębiorczości, tworząc korzystne warunki do podejmowania i wykonywania działalności gospodarczej. Czy rzeczywiście tak się dzieje?



Gdzie leży problem?

Autorzy opracowania NCBR zwracają, i słusznie, uwagę, że „(…) istnieje paląca potrzeba likwidacji barier systemowych i prawnych utrudniających rozwój działalności SC w celu zwiększenia zaangażowania w transfer technologii naukowców, władz PJB i uzyskania efektu synergii. Jednym z najistotniejszych problemów jest narastający, wraz z intensywnością komercjalizacji, problem niedostosowania oceny parametrycznej naukowców i PJB do transferu technologii i działalności komercjalizacyjnej.”.
Jak mawiał klasyk „Lekarz leczy Bóg uzdrawia”; w tym wypadku pierwszoplanowa rola lekarza przypada Ministrowi Nauki i Szkolnictwa Wyższego – stworzenie instrumentów i likwidacja barier, natomiast sama idea i wytworzenie przedmiotu do komercjalizacji to zadanie dla twórców/naukowców, którym powinno na tym zależeć.
Tu z kolei ważna rola drugoplanowa dla władz PJB.
Pamiętam konferencję Explory 2013 w Gdyni, gdzie na panelu poświęconym spółkom celowym przedsiębiorcy wprost i bez ogródek stawiali sprawę jasno: jeżeli oczekują technologii do komercjalizacji, to bez znaczenia jest, kto im ją przedstawi – spółka uczelniana (o celowej wówczas nie słyszeli), czy sama uczelnia.
Idąc tą logiką skoro uczelnia powołuje spółkę celową, to jak sama nazwa wskazuje do określonego celu – komercjalizacji. Oznacza to, że spółka celowa jest narzędziem w rękach uczelni. Zatem jak to narzędzie zostanie wykorzystane zależy w głównej mierze od uczelni, nie od spółki; jeżeli uczelnia nie zapewni przedmiotu do komercjalizacji, nie będzie działalności spółki w tym zakresie. Z kolei, jak władze PJB mają stworzyć efekt zachęty dla twórców? Działają tylko w granicach tego co wynika z obowiązujących przepisów, a tu już pełna odpowiedzialność na tym kto je tworzy. Jak długo on nie pomyśli tylko będzie mówił o niczym, to nic się nie zmieni, zwłaszcza na lepsze.

Metoda Billy’ego Beana zaowocowała tym, że drużyna Oakland Athletics w sezonie 2002 wygrała dwadzieścia kolejnych meczów, co stanowi rekord American League.
Trwa ładowanie komentarzy...