Jak zasypać „dolinę śmierci”, czyli o finansowaniu prac badawczych słów kilka

Dla naukowca prowadzącego badania naukowe jednym z najtrudniejszych momentów jest przeprowadzenie dowodu koncepcji, czyli wykazanie, że wykorzystanie zdobytej wiedzy może przerodzić się w wynik do wdrożenia. Trudność proof of concept, bo o tej fazie badań mówimy, polega na tym, że autor rozwiązania musi najpierw wykazać słuszność i poprawność swojego pomysłu, by móc kontynuować dalsze prace badawcze, zmierzające do wdrożenia rozwiązania.

Co do zasady badania naukowe w Polsce mogą być prowadzone, jako:
1) badania podstawowe – czyli oryginalne prace badawcze eksperymentalne lub teoretyczne podejmowane przede wszystkim w celu zdobywania nowej wiedzy o podstawach zjawisk i obserwowalnych faktów bez nastawienia na bezpośrednie zastosowanie komercyjne,
2) badania stosowane – czyli prace badawcze podejmowane w celu zdobycia nowej wiedzy, zorientowane przede wszystkim na zastosowanie w praktyce,
3) badania przemysłowe – służące zdobywaniu nowej wiedzy oraz umiejętności w celu opracowywania nowych produktów, procesów i usług lub wprowadzania znaczących ulepszeń do istniejących produktów, procesów i usług, w tym budowę prototypów,
4) prace rozwojowe – a zatem tworzenie i projektowanie nowych produktów, procesów lub usług w tym prototypów i projektów pilotażowych.


Wspólnym mianownikiem dla w/w form prac badawczych jest działalność badawczo-rozwojowa (B+R), czyli twórcza działalność, obejmująca badania naukowe lub prace rozwojowe, podejmowana w sposób systematyczny, w celu zwiększenia zasobów wiedzy oraz wykorzystania zasobów wiedzy do tworzenia nowych zastosowań.

W polskich jednostkach naukowych realizację określonych w ich statutach zadań związanych z prowadzonymi w sposób ciągły badaniami naukowymi lub pracami rozwojowymi określa się mianem działalności statutowej.

Jak widać z powyższego rozwój projektu badawczego – do wdrożenia nowego rozwiązania w praktyce – obejmuje kilka etapów. O ile prace badawcze w badaniach podstawowych mogą być realizowane dla nich samych, dostarczając określonej wiedzy do wykorzystania (np. do podjęcia decyzji o dalszym kontynuowaniu badań), o tyle etap badań stosowanych już taki nie jest. Ta faza badawcza jest już ukierunkowana na praktyczne zastosowanie powstałego w ich wyniku rezultatu. I od tego momentu ich finansowanie jest punktem krytycznym (lub zwrotnym) w dalszym rozwoju projektu badawczego.

Z perspektywy konstruowania budżetu zadań dla poszczególnych etapów badań widocznych na powyższym schemacie najistotniejsze jest źródło finansowania. Przede wszystkim są to środki z budżetu państwa w ramach dotacji na naukę, z których finansowane są głównie:
1) programy badań naukowych i prac rozwojowych finansowane przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju,
2) badania podstawowe finansowane przez Narodowe Centrum Nauki;
3) działalność statutowa w ramach dotacji statutowej kierowanej wprost przez ministra ds. nauki do poszczególnych jednostek naukowych.

Najistotniejsze w tym jest finansowanie działalności statutowej. Jest to podstawowa forma finansowania z budżetu państwa utrzymania potencjału badawczego jednostki naukowej, obejmująca m.in:
• działania niezbędne do rozwoju specjalności naukowych lub kierunków badawczych oraz rozwoju kadry naukowej, w tym badania naukowe lub prace rozwojowe ujęte w planie finansowym jednostek naukowych,
• utrzymanie infrastruktury badawczej, w tym bibliotek i archiwów,
• koszty związane z zatrudnieniem niezbędnej kadry naukowej i inżynieryjno-technicznej,
• zakup lub wytworzenie aparatury naukowo-badawczej,
• współpracę naukową krajową i zagraniczną,
• działania związane z komercjalizacją wyników badań naukowych i prac rozwojowych, polegające na analizie potrzeb rynku, stanu techniki, możliwości ochrony patentowej efektów tej działalności oraz opracowaniu projektów komercjalizacji.

Wysokość środków uzależniona jest od wyniku ustalanego algorytmu w zależności od:
• kategorii danej jednostki naukowej,
• kosztochłonności prowadzonych badań naukowych lub prac rozwojowych w poszczególnych dziedzinach nauki,
• rodzaju jednostki naukowej, z uwzględnieniem specyfiki i uwarunkowań działalności B+R;
• liczby osób, w przeliczeniu na pełny wymiar czasu pracy, zatrudnionych w jednostce naukowej przy prowadzeniu badań naukowych lub prac rozwojowych na podstawie stosunku pracy;
• wysokości dotacji przyznanej jednostce naukowej w poprzednim roku;
• środków finansowych zaplanowanych na ten cel w budżecie państwa.

Finansowanie badań naukowych w ramach dotacji statutowej otrzymywanej przez daną jednostkę naukową nie jest zatem ani proste, ani łatwe, a przede wszystkim ma dużą konkurencję do wydatkowania środków i konieczność spełniania przez jednostkę naukową określonych warunków (kategoryzacja, rodzaje badań, koszty etc.). Wszystko jednak ostatecznie i tak uzależnione jest od ilości środków finansowych zaplanowanych na ten cel w budżecie państwa.

Jeśli zatem decydowanie w planie finansowym jednostki naukowej o wydatkach na prace w zakresie badań podstawowych może wydawać się łatwiejsze, bo służą one zdobywaniu nowej wiedzy, o tyle argument ten nie jest już tak oczywisty w odniesieniu do badań stosowanych, ze względu chociażby na skalę potrzeb finansowych.

Z korzyścią dla finansowania badań podstawowych w jednostce naukowej jest działalność Narodowego Centrum Nauki – agencji wykonawczej Skarbu Państwa, finansującej ten etap badań (w trybie konkursowym). Tej korzyści nie odnosi natomiast etap badań stosowanych.

Podobnie jest w Narodowym Centrum Badań i Rozwoju (też agencja wykonawcza S.P.), gdzie wprawdzie trzykrotnie organizowany był nabór w Programie Badań Stosowanych, lecz III edycja tego Programu zakończyła się w 2014 r. Przy czym mówimy o naborze, który odbywał się również w trybie konkursowym i gdzie prawdopodobieństwo sukcesu, w ostatniej edycji, oscylowało w granicach 5%. Obserwowalne też było zjawisko, że wiele wniosków „podciągało” swój poziom technologiczny TRL, by wyjść poza konkursy w badaniach podstawowych, ale były i takie, które nie znalazłszy się na listach rankingowych w programach B+R „zmieniały” swój badawczy komponent i startowały do PBS.

A dalej są już programy finansujące działalność badawczo-rozwojową (NCBR, fundusze VC np. w ramach Bridge Alfa). Finansowanie tego etapu badań bezpośrednio przez przemysł raczej nie występuje.

Czy i jak zatem finansować etap badań stosowanych?
Powiedzmy przede wszystkim, że są one naturalną, ale i racjonalną konsekwencją rozwijania prac badawczych w polskich jednostkach naukowych. W mojej ocenie to przede wszystkim sama jednostka naukowa, z uwzględnieniem tworzenia przez nią podmiotu gospodarczego (np. spółki celowej do komercjalizacji wyników badań/spółki kapitałowej) powinna dążyć do osiągnięciu „dowodu koncepcji”. Z kolei ustawodawca powinien zaproponować mechanizmy wsparcia dla przedsięwzięć wymagających badań stosowanych i nie obawiać się wykorzystania do tego np. spółek celowych do komercjalizacji. Te, które już funkcjonują w uczelniach i instytutach badawczych mogą z powodzeniem rekrutować profesjonalistów zajmujących się analizowaniem i zarządzaniem ryzykiem. Decyzja o wejściu w fazę badań stosowanych, to przecież w równej mierze zanalizowanie możliwości zastosowania praktycznego danego wyniku badań.

Jak wiadomo problem tkwi nie tylko w ilości dostępnego pieniądza, ale i w jego przepływie.

Na dzień dzisiejszy widać zatem dwie drogi finansowania badań stosowanych. Pierwsza, teoretycznie łatwiejsza (doraźna), to zaproponowanie nowego programu badań stosowanych. Przy czym będzie to dalej działanie de facto incydentalne, ograniczone do kolejnych dwóch, trzech rozdań i raczej z podobnym, jak dotychczas, prawdopodobieństwem na sukces i podobnymi problemami jakościowymi.
Druga, teoretycznie i praktycznie trudniejsza (systemowa) – to zmiany w zakresie finansowania jednostek naukowych i bezpośrednie objęcie tego etapu prac badawczych dotacją statutową.

Można jednak wyobrazić sobie jeszcze inne rozwiązanie, a mianowicie, by Skarb Państwa (minister właściwy ds. nauki) - w zamian za wkład pieniężny - stał się udziałowcem w spółkach celowych razem z jednostkami naukowymi. Wówczas jednostki te wnosiłyby w formie aportu do istniejących/tworzonych spółek celowych do komercjalizacji wyniki prac badawczych przeznaczone do dalszych badań stosowanych. Dzięki temu mielibyśmy do czynienia z inwestycją kapitałową w rozwój projektu badawczego i możliwość realnego zwrotu z zaangażowanego kapitału. Spółki celowe natomiast stałyby się de facto i de iure organizacjami prowadzącymi badania i upowszechniającymi wiedzę. Oczywiście jest tu sporo rzeczy do przeanalizowania, jak choćby możliwość zmiany w tym zakresie przepisów, zwłaszcza o szkolnictwie wyższym, czy warunków udzielania pomocy publicznej. Może jednak warto, gdyż zasadnicza na dzisiaj bariera dla transferu wiedzy do gospodarki, czyli „dolina śmierci” istnieje i to nie tylko z nazwy.
Trwa ładowanie komentarzy...